Zapomnieć się nie da, pomocy!

O zadrze w umyśle

Billy Summers” nie jest klasyczną powieścią kryminalną. Poza tym, że zawiera elementy thrillera, to należy dodać, że za sterami tej fabuły stoi Stephen King. A to oznacza, że czekają nas nagłe i niespodziewane zwroty akcji, w małomiasteczkowej otoczce, w której dzieje się więcej niż moglibyśmy przypuszczać. Poza wątkiem morderstw to opowieść o sile emocji i kondycji współczesnego społeczeństwa. Takiego, które moralnie gnije od wewnątrz.

Tytułowy Billy był kiedyś żołnierzem. Chciał nim zostać, od kiedy pamiętał. Służba całkowicie zniszczyła jego podejście do moralności, do tego, co dobre, a co nie. Zawiedziony korupcją i patologią, zwłaszcza podczas stacjonowania w Iraku, nie chce więcej włożyć na siebie munduru, uważając to za zniewagę. Zostaje płatnym zabójcą, który prowadzi coś w rodzaju krucjaty przeciwko ludziom, którzy wydają się mu źli. Zabija tych, których Bóg nie ma odwagi tknąć za szybko. Nie widzi w tym nic złego, ale po wielu latach jest po prostu zmęczony. Szuka zlecenia, które będzie tym ostatnim, zanim da sobie z tym wszystkim spokój.

Przeprowadzka do krainy ze stolicą w nigdzie


Mikrospołeczności to konik autora, potrafi je opisywać genialnie, nie pomijając żadnego szczegółu. Kilka zdań wystarczy, by zrozumieć, jak wszystko działa, kto tu rządzi i czego powinniśmy się bać. Albo kogo. Billy udaje, że przyjechał do miasta szukać weny do swojej nowej książki. by nie budzić podejrzeń zaczyna robić notatki. Niezwykle prywatne, chociaż to mu nie przeszkadza, bo jest przeświadczony o tym, że i tak nigdy nikt tego nie przeczyta. Tu myli się po raz pierwszy.

Kiedy w końcu rozpocznie swoje polowanie popełni kolejny błąd, poważny, który położy się cieniem na całej misji, którą ma wykonać. Nie ma z niej odwrotu, sprawy zaczynają też przybierać osobisty charakter. Summers nie ma wyjścia, musi stawić czoło wszystkiemu; przeciwnikowi, swojej przeszłości i podejściu do tego, co ludzie nazywają byciem dobrym.